Paszczury, tak je określam. Brzydkie zewnętrznie i wewnętrznie. Płytkie i ułomne na umyśle.
Wchodząc do warszawskich, wyzłacanych tarasów uwagę oka przyciąga dziewczyna, dokładniej jej dekolt (to automatyczny koński odruch). Wędrując wzrokiem wyżej trafiłem na wysokiej jakości gładź szpachlową. Gruba warstwa tynku, upstrzona nieporadnymi maźnięciami kolorowej farby. Dłoń ozdabiały tipsy, przez które ledwo trzymała białego ajfona w dłoni. Kurewski styl ubierania, w połączeniu z paplaniną, z której wyłapałem pojedyncze słowa "najebka, balet, densy, przecenka" przepłniły szale wkurwienia.
W tej chwili cycki zniknęły, straciły urok. Dostrzegłem kolejnego paszczura.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz